O nas, o mnie, o czymkolwiek .

W poszukiwaniu sensu.
 

Szare kłącze, wyorane, schnie na kupie,
może zgnije albo się rozmnoży....
Patrzę na nie, spacerując, świat mam w d....
myśląc, z której strony mi dołoży.

Komuś chwastem zda się to wytrwałe ziele,
 
inny miesza je starannie do herbatki.
W ilu bliźnich na mój temat jęzor miele...
są i tacy co to mi wręczają kwiatki!

Drogi perzu, tak jak ja na świat stworzony
twoje kłącze w kieszeń sobie wkładam
chyba wytrwam, mimo że z bólu skręcona
 
tak jak ty się komuś, na coś, nadam.

ten wiersz zatytułowany „Trzymam z perzem” pochodzi z 1994 roku. Popełniła go moja przyjaciółka, Maria Inglot-Siemaszko, w swoich trudnych chwilach życiowych. Mnie też nie brakowało komplikacji w życiu, a jako, ze z Marią   jestem bardzo blisko mentalnie, przyjęłam wówczas ten wiersz  jak pryzmat, ułatwiający widzenie skomplikowanych  ludzkich, a dokładnie moich relacji z bliźnimi.  
 Czy się jeszcze komuś, na noś nadam? Pytałam z  Marysią .  I próba nadania sensu, nadania znaczenia tym dniom codziennym okutanym w dwa etaty w pracy, i trzeci etat w domu.

Teraz po wielu, wielu    latach myśl powraca, ale nieco inna.
Po pierwsze nabrałam tak pożądanej na starość pewności siebie i polepszam sobie samopoczucie nie przyrównując  się już do chwastu, a raczej do jesiennego drzewa. Drzewo zaznaczało w krajobrazie swoją obecność, dawało cień , schronienie przed spiekotą, szumiało, starało się chronić od deszczu, ale jak przyszła burza - było bezsilne.
Teraz nie wie, czy uda mu się przeżyć jeszcze kilka zim, czy może już nie. Ale z martwego  drzewa  można zrobić schody, ławkę, podłogę, można zasuszyć na pamiątkę liść. Można się nim ogrzać przy ognisku. Więc może się jeszcze komuś na coś nadam…..
 Po wtóre jestem pewna, że obiektywna prawda, ba nawet nie całkiem prawda, tylko lepsze lub gorsze przybliżenie się do prawdziwego opisu rzeczywistości możliwe jest tylko w naukach ścisłych. Wśród ludzi nie ma tak, że dwa plus dwa równa się cztery. Wśród ludzi  można być ziołem i chwastem równocześnie i cała mądrość polega na zrozumieniu złożoności natury ludzkiej, na przyznaniu każdemu prawa do własnej oceny i do zajęcia odrębnego   stanowiska.
 Na temat ziemskiej kondycji człowieka rozumnego napisano tysiące tomów. Tym bardziej wyróżnia się zwięzłością wiersz zatytułowany” Jesień”  Marii Jasnorzewskiej-Pawlikowskiej:
Już jesień
rodzi się w moich oczach . 
Króluje 
przez kilka miesięcy 
i odchodzi 
JESTEM JAK JESIEŃ 
złota , szczera 
ciepła, zimna . 
KOCHAM JESIEŃ 
Kiedyś przysypie mnie liśćmi 
JESTEM JESIENIĄ... 
Widzę , że przemijam. 

Zawsze coś odchodzi i coś się zaczyna, ale świadomość przemijania największa jest na progu każdego nowego roku.  Staramy się zamaskować te myśli wrzawą, fajerwerkami i toastami. Staramy się użyć magii, zaczarować przyszłość, wzbudzić  nadzieję na  pomyślność.
” Stań twarzą w kierunku słońca,  a cień zostanie za tobą”-  mój mąż często cytował Teresę Lipowską. 

Jako młoda dziewczynka chyba nie potrafiłam zastosować pojęcia przemijania do siebie.
 Ludzie się starzeli, starzy -  bywało – umierali. A ja? Ja  tylko rosłam.   Wiedziałam, ze rosnę, często słyszałam, ze Pan Bóg chyba miarę zgubił,  bo rosnę i rosnę. Filigranowym moim koleżankom uchodziły ( teraz starannie dobieram słowa) powiedzmy …  nie całkiem poważne i odpowiedzialne zachowania. Mnie nie, bo od razu skojarzenie „taka duża, a taka głupia”…. Rosłam więc sobie dążąc do eleganckiej elokwencji, wzrastałam na tej podkarpackiej wsi w podświadomym dążeniu do mądrości. Szybciej od innych wyrosłam z okresu małpich zabaw, pomagałam latem rodzicom w pracach polowych, a przyjemność znajdowałam w czytaniu i w słuchaniu radia. Aż w końcu gdzieś w okolicy matury i do mnie dotarło, że przestałam być dużym dzieckiem.
 Skończyło się dzieciństwo. Czas przyspieszył .
Byłam jednym z wielu drzew w gęstym i ciemnym  lesie.
 Potem nie wiadomo kiedy przeminęła młodość. Czas cwałował nadal.
I w końcu – emerytura, a czas biegnie niestrudzenie galopem.
  Wokół mnie zrobiło się luźno. Już nie jestem drzewem w lesie.
 No, może istnieję w luźnej kępie, ale na uboczu.
Może za chwilę będę samotnym drzewem żyjącym w przestrzeni własnego światopoglądu ….
W próżności swojej nachodzą mnie myśli, że samotne drzewo jest dla swego otoczenia punktem odniesienia jak latarnia morska. Ale gdy samotność będzie tak ogromna, że nie znajdzie się nikt, żaden wędrowiec, który  w tej właśnie przestrzeni szukałby kierunku, latarnia i drzewo służą pustce jedynie.

Jestem świadoma , że życie ludzkie rozpięte jest między samotnością a więzią. Dawne więzi plemienne przekształciły się w więzi grupowe, i jeszcze szersze-stadne. Stadność jest zdominowana przez mentalność tłumu, opinię publiczną, wspólne, często bezosobowe poglądy, brak szacunku dla odrębności. Stadność tworzy różnorodne relacje między ludźmi, ale im więcej jest tych relacji tym bardziej są one płytkie (najpopularniejsze są  na głębokość SMSa).
W starszym wieku, gdy odchodzą partnerzy życiowi  wielu ludzi żyje samotnie.  Samotność nie jest stanem za którym się tęskni i rzadko się świadomie do niej dąży. Bywa, że zaskakuje nas i wówczas trzeba się samotności nauczyć, trzeba ją docenić i polubić.  Oswojona samotność wzmacnia poczucie wolności, sprzyja rozwojowi duchowemu, o czym wiedzieli pustelnicy i myśliciele już od starożytności.
 Dla wielu samotność jest najsroższą karą, dlatego społeczeństwo aplikuje ją przestępcom,
 dla innych jest wartością samą w sobie (pod warunkiem, ze jest samo –regulowana).

Dochodzimy więc do wniosku, ze samotność  jak wspomniany na początku perz może być lekarstwem, a może być utrapieniem. 

A co na to poeci? Poeci potwierdzają to przeświadczenie. Rainer Maria Rilke pisze:

Samotność jest jak deszcz. Z morza w przestworze
Wznosi się ku wieczorom nad równin  bezdroże,
Płynie ku niebu i o każdej porze
niebo ją w sobie odwiecznie posiada
dopiero później stąd na miasto spada
Pada w godzinach dwuznacznych nad ranem
Gdy wchodzi w świt ulica za ulicą,
Gdy ciała, co nic nie znalazły w sobie
Stronią odległe i zaczarowane
i kiedy ludzie co się nienawidzą
muszą ze sobą spać we wspólnym łożu:
 wtedy samotność płynie z rzekami ku morzu.


Samotność jest wg poety jak deszcz; bywa konieczny, życiodajny, a bywa niszczący.
Oswojona samotność posiada głęboki sens. Pozwala mi spokojnie, z dystansem w ostatniej ćwiartce życia ogarnąć  spojrzeniem  indywidualny człowieczy los,  aby ukazały się związki między pragnieniami, zamiarami  i czynami , aby retrospektywnie określić wartość moich zachowań i działań.

Gdy odeszli rodzice , mąż , siostra, kilku przyjaciół i współpracowników zrozumiałam dobitnie, ze życie jest możliwe dzięki śmierci . Jest czas radości, trosk, potem nastaje czas pogodnej starości i wreszcie czas zawałów, udarów, zwyrodnień i innych  plag, które strach wymieniać z nazwy.
 Każdemu z tych okresów można usiłować nadać jakiś sens. Marzy mi się dyskusja w gronie rówieśników, coś w rodzaju seminarium na temat „ czy jest coś, co nadaje sens naszej starości”.

               

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz